Ostatnio naprawdę dużo zawirowań. Dwa razy straciłam pracę, dwa razy ją odzyskałam (tzn nie do końca, bo teraz nie podjęłam jeszcze decyzji, czy ją przyjmę z powrotem, to strasznie ciężkie). Jestem bardzo zaplątana w miliony myśli, chwilowo jestem w dziwnym stanie zawieszenia, we wtorek będą pewnie jakieś decyzje, kiedy udam się do konsulatu i dowiem się, co z moimi papierami. Bardzo chcę pojechać do Polski, bardzo chcę do Was chociaż tylko na chwilę. Wczoraj pojechałam do koleżanki w Brukseli, było bardzo fajnie w gruncie rzeczy, to najlepsza koleżanka, jaką tutaj mam (poza moją rodziną tu), ale nadal czułam się fatalnie jadąc do niej, miałam to poczucie "ja chcę do Ani Szrajer na herbatkę" "ja chcę do Topoli" "ja chcę do Szczepana na noc" "ja chcę do...... do wszystkich".
Chwilowo sytuacja jest zakończona, ustabilizowana, każdy powiedział, co czuje, jesteśmy wszyscy w zgodzie, nikt mnie o nic nie obwinia, wszyscy przepraszają, czego ja nie potrzebuję, ja szybko wybaczam, teraz mętlik jest we mnie, nie poza mną. Nie wiem, czy dam radę tutaj pracować, pomimo że przyjaźnić chcę się nadal. Rozważam taki plan : powrót do Polski za jakieś 2 tygodnie na jakieś 2 tygodnie, a potem powrót tu i pracę w hostelu, gdzie pracuje wyżej wspomniana koleżanka. Bo pracować gdzieś muszę, nie mogę przepierdolić wszystkiego co zarobiłam, cały mój plan nie może się nagle skończyć, nie mogę się poddać. Ale chwilowo bardzo potrzebuję wakacji i chętnie przyjmuję zaproszenie Marcina na absynt w teatrze magicznym i Topoli do spania z prusakami oraz całej reszty, do której wkrótce (mam nadzieję) zaproszę się sama.
Tak więc ahoj przygodo, witajcie kolejne dni rozmyślań, witajcie oczekiwania na wtorek, witajcie lepsze czasy. Wszyscy przecież wiemy, że dam radę (dzięki, Tobo <3).
Chwilowo sytuacja jest zakończona, ustabilizowana, każdy powiedział, co czuje, jesteśmy wszyscy w zgodzie, nikt mnie o nic nie obwinia, wszyscy przepraszają, czego ja nie potrzebuję, ja szybko wybaczam, teraz mętlik jest we mnie, nie poza mną. Nie wiem, czy dam radę tutaj pracować, pomimo że przyjaźnić chcę się nadal. Rozważam taki plan : powrót do Polski za jakieś 2 tygodnie na jakieś 2 tygodnie, a potem powrót tu i pracę w hostelu, gdzie pracuje wyżej wspomniana koleżanka. Bo pracować gdzieś muszę, nie mogę przepierdolić wszystkiego co zarobiłam, cały mój plan nie może się nagle skończyć, nie mogę się poddać. Ale chwilowo bardzo potrzebuję wakacji i chętnie przyjmuję zaproszenie Marcina na absynt w teatrze magicznym i Topoli do spania z prusakami oraz całej reszty, do której wkrótce (mam nadzieję) zaproszę się sama.
Tak więc ahoj przygodo, witajcie kolejne dni rozmyślań, witajcie oczekiwania na wtorek, witajcie lepsze czasy. Wszyscy przecież wiemy, że dam radę (dzięki, Tobo <3).
Szklanka nalana, cukier płonie i czeka. Wielkie podziękowania za utrzymywanie Marcina przy życiu, inaczej Leszek by wszystko zdominował.
OdpowiedzUsuńChwilowo kolejne zawirowanie - na stronie ambasady mówią, że będę musiała czekać trzy tygodnie na nowy paszport, ale nie wiem, zobaczymy wszystko we wtorek.
OdpowiedzUsuńto wpadaj na noc. kupię najlepszego szampana. ;*
OdpowiedzUsuńu mnie spisz i ze mna! w krakowie! mam lozko malzenskie i brak malzonka :< wezmiemy stanislawska i pierdolniemy sobie taka psychoanalize jakiej nie widzial swiat. chce tegoo :(
OdpowiedzUsuńWszystko będzie łatwiejsze do ogarnięcia jutro. Wtedy postaram się ułożyć przynajmniej zarys masterplanu i dam znać tutaj.
OdpowiedzUsuńMamuniu, wszystko będzie dobrze! Łódź pozdrawia i się w sumie nie martwi, bo wie, że dasz sobie ze wszystkim radę a nawet (odpukać!) gdyby nie, to i tak jesteśmy wszyscy jeżeli nie przy Tobie, to z Tobą! <3
OdpowiedzUsuńMaupeczka, kocham Cię <3
OdpowiedzUsuń