Własciwie to wcale nie...
Nadal ' nie dorosłem do swych lat'. Wszystko dzieje się tak szybko, dopiero co naszym głównym zmartwieniem było, czy sprzedadzą nam piweczko, bo dowód ma przecież tylko Marek... czy pani w kiosku zapyta o dowodzik, czy może znów uda się kupić papieroski na nielegalu. Czy babka od matmy weźmie mnie do tego przykładu, nie patrz na mnie, nie patrz na mnie, nie patrz na mnie... kurwa! Teraz jakoś szybko nas to wszystko dopada, pracujemy, studiujemy, mieszkamy sami, mamy chłopców i dziewczynki i NIEKTÓRZY chodzą nawet na obiadki do 'teściów', jestesmy za granicą, jesteśmy w kraju, robimy to, robimy tamto, samodzielne decyzje, wiążące decyzje, odpowiedzialność, poważne rozmowy, buty na obcasach. Zaraz będziemy wybierać sobie telewizory i kupować ubranka dla naszych chrześniaków, będziemy chodzić na wesela naszych ziomeczków, oblewać pierwsze awanse w pracy, obrony magisterek i innych takich szaleństw, stresować się przed rozmowami o pracę (a nie, sory, to już nas dopadło). Nieważne, czy to wszystko stanie się jutro, czy za 10 lat, czas i tak leci tak szybko, że będzie wydawało się, że to tylko malutka chwila. Nie jesteśmy już dziećmi, to takie dziwne, bo ja nadal czuję się jak dzieciak, nadal chcę się tak czuć, dużo myślę o tym, czy moje ideały to gówniarskie gówno i pora je porzucić...? Nie, to chyba oznaczało by, że nie 'dojrzewam', a 'dziadzieję'. Nadal jedna z najważniejszych rzeczy to nie zdziadzieć, nigdy nie zezgredzieć, nie zgrzybieć. Nie pozwolić się złapać. Być małą rybką, która spokojnie i swoją drogą płynie tam gdzie chce, pomimo iż w jakimś stopniu i tak niesie ją prąd. Mały buntownik chyba nigdy we mnie nie zginie, to pewnie nieżyciowe, to pewnie niełatwe, niezdrowe i głupie, ale jednak przecież najważniejsze to żyć w zgodzie z sobą, mieć odwagę i marzenia. Born to be wild. Hej hej na na na na, hej hej hej. Wykolejona młodzież staje się wykolejoną grupą młodych dorosłych. Co za straszne słowa. Ale to przecież prawda, taka rzeczywistość, taki lajf.
Weekend z bobo zakończył się sukcesem, wszyscy i wszystko jest w jednym kawałku, obyło się bez zawału serca, czekamy na Spartacusa w tv (dziś dwa odcinki) i żyjemy znów normalnie. A planowanie podrózy do Polski dostarcza mi wielu radości. Wino tu, wino tam, nadciągam niczym burza. Ale pierwej w czwartek idę na otwarcie nowej knajpy w Brukseli, mam zaproszenie, szlachta się wozi, nie ma co. Potem przeprowadzka do hostelu, a potem samolotowe boleści, pociągowe boleści, pierogi i piwo, trochę snu iiiiiii wiiiidziiiiiimy sięęęęęęę, biczyyyyyyys. (Oraz: kiedy jest polska premiera Dzienników Rumowych? I kto idzie ze mną do kina, jeśli już w grudniu będą u nas grali? :D Bo tutaj grają od 30.11. Święty Mikołaju, proszęęęę).
BUZI BUZI BUZI BUZI BUZI BUZI
Nadal ' nie dorosłem do swych lat'. Wszystko dzieje się tak szybko, dopiero co naszym głównym zmartwieniem było, czy sprzedadzą nam piweczko, bo dowód ma przecież tylko Marek... czy pani w kiosku zapyta o dowodzik, czy może znów uda się kupić papieroski na nielegalu. Czy babka od matmy weźmie mnie do tego przykładu, nie patrz na mnie, nie patrz na mnie, nie patrz na mnie... kurwa! Teraz jakoś szybko nas to wszystko dopada, pracujemy, studiujemy, mieszkamy sami, mamy chłopców i dziewczynki i NIEKTÓRZY chodzą nawet na obiadki do 'teściów', jestesmy za granicą, jesteśmy w kraju, robimy to, robimy tamto, samodzielne decyzje, wiążące decyzje, odpowiedzialność, poważne rozmowy, buty na obcasach. Zaraz będziemy wybierać sobie telewizory i kupować ubranka dla naszych chrześniaków, będziemy chodzić na wesela naszych ziomeczków, oblewać pierwsze awanse w pracy, obrony magisterek i innych takich szaleństw, stresować się przed rozmowami o pracę (a nie, sory, to już nas dopadło). Nieważne, czy to wszystko stanie się jutro, czy za 10 lat, czas i tak leci tak szybko, że będzie wydawało się, że to tylko malutka chwila. Nie jesteśmy już dziećmi, to takie dziwne, bo ja nadal czuję się jak dzieciak, nadal chcę się tak czuć, dużo myślę o tym, czy moje ideały to gówniarskie gówno i pora je porzucić...? Nie, to chyba oznaczało by, że nie 'dojrzewam', a 'dziadzieję'. Nadal jedna z najważniejszych rzeczy to nie zdziadzieć, nigdy nie zezgredzieć, nie zgrzybieć. Nie pozwolić się złapać. Być małą rybką, która spokojnie i swoją drogą płynie tam gdzie chce, pomimo iż w jakimś stopniu i tak niesie ją prąd. Mały buntownik chyba nigdy we mnie nie zginie, to pewnie nieżyciowe, to pewnie niełatwe, niezdrowe i głupie, ale jednak przecież najważniejsze to żyć w zgodzie z sobą, mieć odwagę i marzenia. Born to be wild. Hej hej na na na na, hej hej hej. Wykolejona młodzież staje się wykolejoną grupą młodych dorosłych. Co za straszne słowa. Ale to przecież prawda, taka rzeczywistość, taki lajf.
Weekend z bobo zakończył się sukcesem, wszyscy i wszystko jest w jednym kawałku, obyło się bez zawału serca, czekamy na Spartacusa w tv (dziś dwa odcinki) i żyjemy znów normalnie. A planowanie podrózy do Polski dostarcza mi wielu radości. Wino tu, wino tam, nadciągam niczym burza. Ale pierwej w czwartek idę na otwarcie nowej knajpy w Brukseli, mam zaproszenie, szlachta się wozi, nie ma co. Potem przeprowadzka do hostelu, a potem samolotowe boleści, pociągowe boleści, pierogi i piwo, trochę snu iiiiiii wiiiidziiiiiimy sięęęęęęę, biczyyyyyyys. (Oraz: kiedy jest polska premiera Dzienników Rumowych? I kto idzie ze mną do kina, jeśli już w grudniu będą u nas grali? :D Bo tutaj grają od 30.11. Święty Mikołaju, proszęęęę).
BUZI BUZI BUZI BUZI BUZI BUZI
zgredzieć! dobre! ja dziadzieję.
OdpowiedzUsuń"Zaraz będziemy wybierać telewizor i ubranka dla naszych chrzestnych." hmm?
OdpowiedzUsuńKto jest Anonimowy tym razem? :) A zdanie jest do dupy, bo telewizor miał być dla nas. Ach, ta skomplikowana składnia ;(
OdpowiedzUsuńNo cóż, nie może być zbyt łatwo. Bardziej chodziło mi o to, że to chrzestni kupują ubranka, a nie na odwrót. ;d Szczepanola! haha Powinnam była napisać 'nei' to byś od razu wiedziała.
OdpowiedzUsuńPowinnaś. Ej, faktycznie, miałam na myśli chrześniaków, zaraz się poprawię. Tak to jest jak ktoś ma jajecznicę zamiast mózgu. NEI :D
OdpowiedzUsuńjak ktoś z moich znajomych będzie się pobierać to znak, że jestem stara dupa ... póki co odliczam do mojego oczka - 21!
OdpowiedzUsuń