czwartek, 10 listopada 2011

ku lepszemu, ku nowościom

Mili! 
Dużo ostatnio się działo, niektórzy z Was nawet martwili się o mnie, za wszystkie miłe słowa i wsparcie dziękuję serdecznie, wiem, że zawsze mogę na Was liczyć, jesteście wspaniali i w ogóle wysypuję w tym momencie tonę cukru na klawiaturę oraz całe masy magicznego pyłu od Dzwoneczka na Wasz buźki.
Z cyklu ogłoszenia parafialne:
jako au pair będę pracować do końca tego miesiąca (taką podjęłam decyzję, myślę, że to jedyna słuszna decyzja, nadal będziemy się przyjaźnić, natomiast będzie to łatwiejsze, kiedy ja nie będę już tu pracować i mieszkać w tym samym domu, choć przecież wiem, że zawsze w tym Domu znajdzie się dla mnie miejsce i to jest piękne)
18 listopada dostanę paszport (!) (zabawa w konsulacie - bezcenne chwile, PRAWDZIWY polski urząd, za drugim razem byłam bezczelnie bezczelna i załatwiłam WSZYSTKO w ok 15 minut.. za pierwszym byłam miła i siedziałam tam półtorej godziny i nie załatwiłam NIC)
30 .11- 11.12 będę w Polsce :)
Poza tym jest lepiej, luźniej, dużo zostało powiedziane, dużo zrozumiane. Dzisiaj byłam z Jai w schronisku dla zwierząt, kilka psów i jeden kot ukradły moje serce, oczywiście musiałam się popłakać, inaczej nie byłabym sobą. Jejku, jejku bawiłam sie z psem, który był mieszanką Huskyego, Akity i Beagla, O MÓJ BOŻE, co za słodziak, a potem kotek rudo-biały i był nawet bullterrier i jacie gacie serce mi pękło. 

Potem byłyśmy w Ikei i znów miałam tę myśl " starzejemy się, idziemy do pracy, mamy narzeczonych, niedługo pewnie któreś z nas będzie wynajmować razem ze swoją połówką mieszkanie, kupujemy garnki i oglądamy razem telewizję." To niby nic nowego, nic strasznego, żadne zaskoczenie, ale i tak za każdym razem kiedy jestem w tym sklepie myślę sobie, że któregoś dnia to ja przyjdę kupić nowe łóżko, czy lampę do SWOJEGO domu i że ten moment wcale nie jest tak odległy jak mi się to wydaje i że z jednej strony bardzo bardzo na niego czekam, że właściwie to chciałabym mieć swój kąt i za pewne dzielić go z kimś i mieć jakąś tam stabilizację, ale z drugiej to strasznie się tego momentu boję, strasznie go nie chcę, a na dźwięk słowa stabilizacja zbiera mi się na wymioty. To chyba nazywa się ' nie dorosłem do swych lat', hę?
Kończąc, widzimy się wkrótce, wtedy wszystko opowiem wszystkim, ściskam Was mocno i dziękuję za czytanie i w ogóle dziękuję. 

4 komentarze:

  1. nie dorosłem do swych lat - idealnie.
    też mam masę takich przemyśleń. że już partnera na ojca trzeba szukać i dzieci rodzić :(

    OdpowiedzUsuń
  2. To strasznie dziwne, niby się na to czeka, ale z drugiej strony chyba tak naprawdę chcę się póki co tylko czekać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy23/11/11

    Dajcie spokój! Dzieci to za jakieś 10 lat najwcześniej (o ile w ogóle). NEI.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczepan, kwestia tego, że właściwie nie ma to znaczenia czy za tydzień, czy za 10 lat, rozchodzi się o to, że CZAS ZAPIERDALA. :(((((((( haha NEI NEI NEI

    OdpowiedzUsuń