Bycie mamą to musi być najbardziej stresujący zawód świata. Z pewnością i jeden z najbardziej przyjemnych, ale jakże stresujący. Ja mamą nie jestem, ale ten weekend spędziłam sam na sam z najmłodszym z dzieci, którymi się tutaj opiekuję i stres jest. Właściwie wszystko szło zgodnie z planem, mały po raz pierwszy w życiu spał bez mamy i nawet obyło się bez większych problemów. Dopiero dzisiaj zdarzył nam się wypadek - Xavier przyciął sobie palec w drzwiach. To dość straszne uczucie, bo byłam przecież w tym samym pokoju, właśnie wołałam go, by nie bawił się przy drzwiach, kiedy to się stało. No i bach, mały cierpi, ja nie umiem mu pomóc, palec nie wygląda tragicznie, ale strasznie spuchł i na pewno bardzo boli. Tysiąc razy bardziej wolałabym, żeby to był mój palec. Teraz maleństwo śpi, a ja nadal mam stan przedzawałowy, no bo jak mogłam do tego dopuścić? Znów kolejna fala 'nie nadaję się', ' co ze mnie za niania', mimo iż w głębi duszy wiem, że przecież to wypadek, wypadki się zdarzają, nic nie mogłam zrobić. To cholerna odpowiedzialność pilnować dzieci i ja znów w jakiś tam sposób zawiodłam. Siebie, rodziców i najbardziej małego. Cóż, pozostaje mi uspokoić się, ogarnąć i czekać aż mały się obudzi by móc zobaczyć co dalej. Strasznie nieprzyjemne uczucie.
Poza tym życie bez zmian, oglądałam wczoraj dużo starych zdjęć, kiedy mały już spał, siedziałam sobie w salonie na kanapie, słuchałam jazzu na Mezzo i oglądałam nasze zdjęcia z imprez i to było bardzo miłe, nie mogę doczekać się nowych zdjęć :)
Poza tym życie bez zmian, oglądałam wczoraj dużo starych zdjęć, kiedy mały już spał, siedziałam sobie w salonie na kanapie, słuchałam jazzu na Mezzo i oglądałam nasze zdjęcia z imprez i to było bardzo miłe, nie mogę doczekać się nowych zdjęć :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz