czwartek, 28 lutego 2013

luty

Luty upłynął pod znakiem zmian i inwestycji, póki co wszystko idzie zgodnie z planem i dość wesoło, rozpoczęłam kilka nowych projektów mających na celu poprawę 
a) samopoczucia
b) samooceny
c) poziomu wiedzy
i póki co jakoś wszystko leci. Co  prawda jak zwykle martwiące jest to, że dopadnie mnie szara rzeczywistość i słomiany zapał, ale póki co sobie radzę i jestem całkiem zadowolona. 
Już za 23 dni(!!!) wylatuję do Paryża, do przepięknego dziewczęcia w loczkach,  u którego już będzie na mnie czekało drugie równie urocze loczkowane, a za 27 zawitam do Polski naszej nad Wisło i będę chwilę w Warszawie, a potem wieczorem w Kielcach i miłości nie będzie końca (pod każdym względem). Będę w Polsce długo, co już zaznaczałam chyba kilka razy, bo aż do 20 kwietnia, więc mam nadzieję, że uda mi się z każdym conajmniej raz zobaczyć, byłoby superowo, ale co z tego wyjdzie  czas pokaże! 
Póki co kończy się luty, zaczyna nieco większy nakład obowiązków i coraz mniej cyferek do odliczenia do ferii i szaleństwa spotkań, muszę tylko pamiętać, żeby najpierw skupić się na tym pierwszym, tak żeby potem móc do woli cieszyć się drugim ;)


Na koniec załączam zdjęcie sałatki oraz widok z okna z piękną pogodą (tak, wiosna zaczyna nas nawiedzać na tym krańcu Jewropy <ostatnie zdjęcie też a propos Żydów - pamiątka z wycieczki do polskiego sklepu>). No i jeszcze publicznie dziękuję za the last, but not the least kartkę od Oldzi i Katasa - śliczne koteczki i w ogóle love milią.
Pozdrawiam i ściskam wszystkich - to już niedługo!

2 komentarze: