Wracam więc na obczyzny łono, a przy okazji na specjalną prośbę pewnej szczuplutkiej piękności z Kielc zaczynam znów skrobać tutaj moje wypociny. Pewnie niektórzy z Was będą na tyle uprzejmi, a może i nawet ciekawi, żeby od czasu do czasu zajrzeć na tę zapomnianą stronę i poczytać o moich przygodach w odległych zimnych krajach. Byłoby miło, jak zwykle.
Doleciałam wczoraj, spotkałam się z moim współlokatorem, dotarliśmy do domu (nie powiem, że bez kłopotów, bo do tej pory mam odciski na łapkach od ciągnięcia walizki, kto wymyślił, żeby to gówno miało kółeczka tylko z tyłu?!) i spotkaliśmy się z właścicielem naszego mieszkania, przefajowy facet, wszystko nam pokazał, a potem wybraliśmy swoje pokoje. Ja mam najmniejszy, ale moim zdaniem najładniejszy, nie ma co prawda łóżka dla 2 osób z żelazną ramą (ten pokój odstąpiłam Lukasowi, bo to on znalazł to mieszkanie), ale jest przytulny, ma porządną szafę i komódkę, stolik i krzesełko i wygodne kojo, a przy okazji mam miły widok i wystarczająco dużo miejsca, aby pomieścić moje graty, więc jest idealnie. Całe mieszkanie jest ładne, świeżo wyremontowane, nowe garnki i talerze i sztućce i łopatki i deseczki i ściereczki, wszystko wszystko. Póki co mieszka nam się dobrze, jest wystarczająco dużo przestrzeni na wszystko, trzecia osoba (Kristina przyjeżdża w niedzielę) na pewno tego nie zmieni.
Dzisiaj byliśmy na długim spacerze, na plaży, po terenie kampusu uniwersyteckiego (Jezu, jak tu pięknie! Zielona trawa, stare stare stare budynki, koleś gra na gitarze, wszystko tak wspaniałe jak na zdjęciach!), w banku i sklepie o2 pozałatwiać pierdofony, na koniec w Lidlu na zakupach, a teraz siedzę sobie w hallu biblioteki (15 min od mojego domu) i kradnę internety (swój będziemy mieć za ok 3 tygodnie, bo najpierw musimy otworzyć konto w banku blablabla).
Na razie czuję się dziwnie, trochę zagubiona, trochę nadal nie wierzę gdzie jestem i po co, trochę się boję, trochę cieszę, strasznie tęsknię, ciągle czuję jakiś niepokój, ale dzisiaj przemierzając uliczki kampusu, wiedziałam, że na pewno nie żałuję, że chociaż spróbowałam, że nawet jak coś z tego nie wyjdzie (albo umrę w międzyczasie z tęsknoty, bo wyschnie mi serce), to warto było dla samego widoku. Centrum miasta też jest przyjemne, zupełni inaczej niż gdziekolwiek gdzie byłam wcześniej, ale i tak największą różnicą jest to, że przy wietrze w Aberdeen powiedzenie o Kielcach wydaje się wręcz śmieszne. Już żałuję, że zapomniałam zabrać ze sobą beretu, bo czuję nadchodzące bóle ucha/uszu.
Jak na pierwsze dwa dni to chyba i tak dużo informacji, cieszę się jeśli doczytaliście aż do tego momentu, dziękuję za uwagę, lecę na wykop, elo.
Doleciałam wczoraj, spotkałam się z moim współlokatorem, dotarliśmy do domu (nie powiem, że bez kłopotów, bo do tej pory mam odciski na łapkach od ciągnięcia walizki, kto wymyślił, żeby to gówno miało kółeczka tylko z tyłu?!) i spotkaliśmy się z właścicielem naszego mieszkania, przefajowy facet, wszystko nam pokazał, a potem wybraliśmy swoje pokoje. Ja mam najmniejszy, ale moim zdaniem najładniejszy, nie ma co prawda łóżka dla 2 osób z żelazną ramą (ten pokój odstąpiłam Lukasowi, bo to on znalazł to mieszkanie), ale jest przytulny, ma porządną szafę i komódkę, stolik i krzesełko i wygodne kojo, a przy okazji mam miły widok i wystarczająco dużo miejsca, aby pomieścić moje graty, więc jest idealnie. Całe mieszkanie jest ładne, świeżo wyremontowane, nowe garnki i talerze i sztućce i łopatki i deseczki i ściereczki, wszystko wszystko. Póki co mieszka nam się dobrze, jest wystarczająco dużo przestrzeni na wszystko, trzecia osoba (Kristina przyjeżdża w niedzielę) na pewno tego nie zmieni.
Dzisiaj byliśmy na długim spacerze, na plaży, po terenie kampusu uniwersyteckiego (Jezu, jak tu pięknie! Zielona trawa, stare stare stare budynki, koleś gra na gitarze, wszystko tak wspaniałe jak na zdjęciach!), w banku i sklepie o2 pozałatwiać pierdofony, na koniec w Lidlu na zakupach, a teraz siedzę sobie w hallu biblioteki (15 min od mojego domu) i kradnę internety (swój będziemy mieć za ok 3 tygodnie, bo najpierw musimy otworzyć konto w banku blablabla).
Na razie czuję się dziwnie, trochę zagubiona, trochę nadal nie wierzę gdzie jestem i po co, trochę się boję, trochę cieszę, strasznie tęsknię, ciągle czuję jakiś niepokój, ale dzisiaj przemierzając uliczki kampusu, wiedziałam, że na pewno nie żałuję, że chociaż spróbowałam, że nawet jak coś z tego nie wyjdzie (albo umrę w międzyczasie z tęsknoty, bo wyschnie mi serce), to warto było dla samego widoku. Centrum miasta też jest przyjemne, zupełni inaczej niż gdziekolwiek gdzie byłam wcześniej, ale i tak największą różnicą jest to, że przy wietrze w Aberdeen powiedzenie o Kielcach wydaje się wręcz śmieszne. Już żałuję, że zapomniałam zabrać ze sobą beretu, bo czuję nadchodzące bóle ucha/uszu.
Jak na pierwsze dwa dni to chyba i tak dużo informacji, cieszę się jeśli doczytaliście aż do tego momentu, dziękuję za uwagę, lecę na wykop, elo.
KOBALT <3
OdpowiedzUsuńPo pierwsze: to brzmi cholernie dobrze, już widzę jak w pin-up fartuszku pichcisz muffinki w ęgielskiej kuchni :)
Po drugie: Jak jest tam Lidl, to znaczy że dotarła tam cywilizacja! Wielkie ufff!
Po trzecie: Jaki chcesz kolor tego beretu?
No i dekonspiracja, tak, ja Katrina też mam bloga, wiem że śmieszny, pozdro.
Nic nie jest głupsze od mojego, ale Fjona prosiła :)
OdpowiedzUsuńBeretkę już jedną mam od Ciebie, mama ma mi przysłać, ale chętnie otrzymam następną, kolor dowolny, ale nie czerwony, bo taką już mam :)
A Twojego bloga zaraz obczaję sasasasasa
najpóźniej w poniedziałek lecę po włóczkę w takim razie :D <3
OdpowiedzUsuńKeep on rockin babe :* dobrze, ze juz dobrze, a bedzie przeciez tylko lepiej! :) tesknota z czasem minie i bedzie tylko radosc z wyrwania sie z tego cholernego miasta i oczekiwanie na powtorne spotkanie z wszystkimi kieleckimi zjebami:* straaaaasznie zazdroszcze tego wszystkiego. Awww. Przetrzyj szlaki w aber aberdiin. Widzimy sie calkiem niedlugo <\3 lovvvv. I pisz jak tylko masz okazje!
OdpowiedzUsuńTo bylam ja Oldzia/Fjona btw :D
OdpowiedzUsuńjak Ty sobie kurwa nie dasz rady, Kobryń, to jowisz też przestanie być planetą.
OdpowiedzUsuńte budynki spoko, po dzisiejszym zdjęciu na efbe poczułam to. przyjedziemy, nabrudzimy i wyczyscimy potem.