niedziela, 4 marca 2012

Dorośnij!

Kolejny raz przyszło mi myśleć, a potem nawet rozmawiać (to wspaniale mieć z KIM porozmawiać! Polecam, Iza Małysz) o przyszłości, odpowiedzialności, naszych marzeniach i ideałach, o pracy, nauce, decyzjach, rodzicach, presji społeczeństwa i innych rzeczach nad którymi właściwie najlepiej by było się nie zastanawiać. Otóż dostałam pracę (po dwóch miesiącach poszukiwań) w centrum Krakowa, na recepcji w hostelu, dokładnie tak jak chciałam. Dzisiaj był mój pierwszy dzień pracy - spędziłam go w domu. Oficjalnie zaspałam, prawda jest taka, że jak zwykle nie mogłam spać, więc o 6 rano miałam ochotę się popłakać i zwyczajnie naciągnęłam śpiworek na głowę i kontynuowałam swoje koszmary senne. Dlaczego? Bo wielka radość "och, dostałam pracę!" ustąpiła uczuciu "kurwa mać, mam zrywać się o 6 rano, żeby pracować po 12 godzin dziennie będąc recepcjonistką, która dodatkowo ma jeszcze zabawiać gości, sprzątać, wydawać sniadania blablabla przez miesiąc za darmo po to, żeby na koniec mogło się okazać, że kreaura mnie zwolni, a nawet jesli zatrudni to bez umowy, ubezpieczenia, czegokolwiek i za 6 zł za godzinę". Prawda jest taka, że w mojej sytuacji należy dziękować na kolanach potencjalnemu pracodawcy za to, że dał mi szansę, cierpliwie czekać 45 minut (lub jak pani Irenka, która czekała ze mną - godzinę i 45 minut) aż kreatura łaskawie się pojawi i opowie nam, że w pokojach są lokery (znacie panie takie słownictwo?), oni mają dobre tipy, bo najważniejsze są rejtingi, a teraz budują nowy pokój ensułit (pani wie co to znaczy?). Nikt nie chce zatrudniać osób, które nie mają orzeczenia o jakiejś tam grupie inwalidzkiej, nie są studentami ani emerytami, nikt nie chce traktować Cię poważnie ani płacić za Ciebie zusu, czy innych magicznych rzeczy, każdy chce, żebyś się płaszczył i zapierdalał jak szalony za minimalne stawki, oczywiście bez pewności, że w ogóle kiedykolwiek je zobaczysz. Pewnie powinnam była pójść (tutaj wielki ból, frustracja, konflikt pt "miałaś swoją szansę, to nieodpowiedzialne, potrzebujesz pieniędzy blablabla" vs mała idealistka krzycząca w środku "kurwa mać, po pierwsze w dupie mam taką robotę, skoro nawet nie wiem, czy mi zapłacą, po drugie tak w ogóle to ja nie chcę pracować, tylko wygrać w lotto i spierdalać na Kajmany") i chociaż spróbować, w końcu co mi szkodzi, prawda? Ale gdzieś w środku doktor eskapologii mówi "high five" i "way to go,girl!" i coś w moim wnętrzu mimo wszystko się cieszy, że znów oszukałam system i uciekłam z kieratu. Każdy "normalny" człowiek powie mi, że to kierat znów oszukał mnie albo, że to mój mały móżdżek mnie oszukał i żebym zadzwoniła do kreatury i przeprosiła i błagała o możliwość przyjścia w innym terminie. Ale po pierwsze ja nie jestem normalna, a po drugie jestem cholernie leniwa. Kwestia pracy pozostaje otwarta, chociaż z takim podejściem za pewne nigdy jej nie dostanę, ale ja naprawdę nie chcę dorastać, ja naprawdę nie chcę. 
Potem przyszła rozmowa o naszych rodzicach, rodzinach, że chcą dla nas jak najlepiej, bo nas kochają, ale jest w tym jeden problem: my tego nie chcemy. Przecież każdy z nas chce popełnić ten i tamten błąd, żeby przekonać się, co jest fajne, a co już nie za bardzo. To tak jakby ktoś powiedział mi, że jabłka z cynamonem są niesmaczne i w związku z tym zabraniałby mi ich nawet spróbować, a gdybym jednak chciała się przekonać, czy mi takie połączenie odpowiada  ten ktoś by się obrażał i mówił, że go rozczarowałam i generalnie "nie tak Cię wychowaliśmy". Ja właściwie nie mam takiego problemu z rodzicami, ale jest to dość popularne zjawisko - zresztą nie tylko wśród rodziców, ogólnie znajomi, szkoła, rodzina - społeczeństwo wywiera na nas presję i po raz kolejny wciska nam, że POTRZEBUJĘ tego telewizora i nowego zestawu mebli z Ikei, więc MUSZĘ pracować. 
Tak, oczywiście, że to nic nowego, że temat stary jak świat, ale poczułam potrzebę wyrzygania swoich przemyśleń na ten temat. 
Poza tym z ciekawych rzeczy, wyobraźcie sobie, że sąsiad kutasiarz z góry wyprawił wczoraj przyjęcie urodzinowe! Niestety trwało tylko do 24:30, godzina dłużej i mogłybyśmy się odwdzięczyć za jego wizytę sprzed 2 tygodni :) 
No i gdyby ktoś nie zauważył,  aaaaaaaaa już jest wiosna! dłuższe dnie! kwiaty rosną! głupie, nie? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz