Dzisiaj zaczął się Fresher's Week! Czyli krótko mówiąc
pierwszy poważniejszy stres dla pierwszorocznych, miliony darmowych długopisów,
karteczek i innych wspaniałych gadżetów, tuziny różnych imprez (darmowych
pokazów filmowych, piana-party, potańcówek, pikników, grilli < z żarciem za
fri :D>, spotkania organizacji studenckich (ponad 100 róznych) i klubów
sportowych (od boksu po polo), możliwość zdobycia wszystkich informacji, które
są nam potrzebne do życia, konieczność gadania z tymi wszystkimi nowymi ludźmi
i przeciskania się w wielkim tłumie i wielkie zmęczenie już popołudniu
pierwszego dnia, któremu mimo wszystko towarzyszy radość i jakieś takie uczucie
osadzenia się w jakimś punkcie w rzeczywistości i uświadomienia sobie, gdzie
się jest i co się robi. O 10:30 byłam na
oficjalnym powitaniu przez dyrektora (straszny buc „jesteście
najinteligentniejsi na świecie, szkocka edukacja ma najwyższy poziom na
świecie, ten uniwersytet jest najlepszy na świecie” hohoho myślałby kto) i
rektora (prze prze prze miły pan, taki śmieszek w rozchełstanej koszuli w
kratkę i bordowych spodniach), a potem krótka pogadanka panieneczki z
samorządu. Później poszliśmy na eko-sreko piknik w celu darmowej wyżery, przy
okazji poznaliśmy jakichśtam ludzi i trochę wkręciliśmy się w pomysł wyjazdu do
Londynu w listopadzie na protest (!!!). Potem z Kristiną ( która dojechała
wczoraj i póki co to jest bardzo bardzo i lubi Spice Girls i łapie żarty i od
pierwszych chwil wyzywa mnie od retardów, więc podoba mi się haha) poszłyśmy do
Alfie’s Cafe w budynku, gdzie samorząd ma siedzibę na warsztaty vintage i pokaz
swingu – może nawet zapiszę się do grupy tanecznej, ale by było śmiszno, nie
wiem tylko ile piniondzów oczekują te szkockie dusigrosze, pewnie nie będzie
mnie na to tak od razu stać, zwłaszcza, że wybrałam kilka grup, które
chciałabym obczaić i kilka sportów (pewnie na końcu nie zapiszę się nigdzie,
ale fajnie by było chociaż sprawdzić co i jak, skoro mam taką opcję, a zajęć w
tygodniu studiując dwa kierunki będę miała, uwaga, SZEŚĆ GODZIN plus
opcjonalnie 3-godzinne projekcje filmowe, ale filmy mogę oglądać też w
internetach <3). Dziś wieczorem mamy
kilka opcji na wyjście i zabawę, kino albo 90’s party albo obczajenie pubów,
które polecił nam Andrew z Green Society, wyobraźcie sobie, że maja tutaj
podziemny pub, który nazywa się The Tunnels!!! Ciekawe, ciekawe. Poza tym nie
wiem co jeszcze ciekawego mogę Wam napisać, wszystko gra póki co , oczywiście
dużo stresu i tęsknoty, ale to chyba normalne. W czwartek i piątek mam
zapoznawcze spotkania z moich kierunków, a w przyszłym tygodniu pierwsze
wykłady (socjologię mam z prof. J.Bone i M. Trzebiatowską :D haha). Dzisiaj też przyszedł do mnie wreszcie list z
Bank of Scotland, co oznacza, że jakoś w środę moje konto będzie banglać, więc
do końca tygodnia powinnam mieć internety w domu! Hoho! Póki co niestety nadal
korzystam z biblioteki, więc muszę już kończyć, żeby mieć czas na zrobienie
kilku innych rzeczy ONLAJN ;)
Tęskno za Miłym Państwem, tęskno, ale cóż pan zrobisz, nic pan nie zrobisz. Taki lajf. Ściskam i pozdrawiam :*
Tęskno za Miłym Państwem, tęskno, ale cóż pan zrobisz, nic pan nie zrobisz. Taki lajf. Ściskam i pozdrawiam :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz