poniedziałek, 17 września 2012

Pierwszy dzień!


Dzisiaj zaczął się Fresher's Week! Czyli krótko mówiąc pierwszy poważniejszy stres dla pierwszorocznych, miliony darmowych długopisów, karteczek i innych wspaniałych gadżetów, tuziny różnych imprez (darmowych pokazów filmowych, piana-party, potańcówek, pikników, grilli < z żarciem za fri :D>, spotkania organizacji studenckich (ponad 100 róznych) i klubów sportowych (od boksu po polo), możliwość zdobycia wszystkich informacji, które są nam potrzebne do życia, konieczność gadania z tymi wszystkimi nowymi ludźmi i przeciskania się w wielkim tłumie i wielkie zmęczenie już popołudniu pierwszego dnia, któremu mimo wszystko towarzyszy radość i jakieś takie uczucie osadzenia się w jakimś punkcie w rzeczywistości i uświadomienia sobie, gdzie się jest i co się robi.  O 10:30 byłam na oficjalnym powitaniu przez dyrektora (straszny buc „jesteście najinteligentniejsi na świecie, szkocka edukacja ma najwyższy poziom na świecie, ten uniwersytet jest najlepszy na świecie” hohoho myślałby kto) i rektora (prze prze prze miły pan, taki śmieszek w rozchełstanej koszuli w kratkę i bordowych spodniach), a potem krótka pogadanka panieneczki z samorządu. Później poszliśmy na eko-sreko piknik w celu darmowej wyżery, przy okazji poznaliśmy jakichśtam ludzi i trochę wkręciliśmy się w pomysł wyjazdu do Londynu w listopadzie na protest (!!!). Potem z Kristiną ( która dojechała wczoraj i póki co to jest bardzo bardzo i lubi Spice Girls i łapie żarty i od pierwszych chwil wyzywa mnie od retardów, więc podoba mi się haha) poszłyśmy do Alfie’s Cafe w budynku, gdzie samorząd ma siedzibę na warsztaty vintage i pokaz swingu – może nawet zapiszę się do grupy tanecznej, ale by było śmiszno, nie wiem tylko ile piniondzów oczekują te szkockie dusigrosze, pewnie nie będzie mnie na to tak od razu stać, zwłaszcza, że wybrałam kilka grup, które chciałabym obczaić i kilka sportów (pewnie na końcu nie zapiszę się nigdzie, ale fajnie by było chociaż sprawdzić co i jak, skoro mam taką opcję, a zajęć w tygodniu studiując dwa kierunki będę miała, uwaga, SZEŚĆ GODZIN plus opcjonalnie 3-godzinne projekcje filmowe, ale filmy mogę oglądać też w internetach <3).  Dziś wieczorem mamy kilka opcji na wyjście i zabawę, kino albo 90’s party albo obczajenie pubów, które polecił nam Andrew z Green Society, wyobraźcie sobie, że maja tutaj podziemny pub, który nazywa się The Tunnels!!! Ciekawe, ciekawe. Poza tym nie wiem co jeszcze ciekawego mogę Wam napisać, wszystko gra póki co , oczywiście dużo stresu i tęsknoty, ale to chyba normalne. W czwartek i piątek mam zapoznawcze spotkania z moich kierunków, a w przyszłym tygodniu pierwsze wykłady (socjologię mam z prof. J.Bone i M. Trzebiatowską :D haha).  Dzisiaj też przyszedł do mnie wreszcie list z Bank of Scotland, co oznacza, że jakoś w środę moje konto będzie banglać, więc do końca tygodnia powinnam mieć internety w domu! Hoho! Póki co niestety nadal korzystam z biblioteki, więc muszę już kończyć, żeby mieć czas na zrobienie kilku innych rzeczy ONLAJN ;)
Tęskno za Miłym Państwem, tęskno, ale cóż pan zrobisz, nic pan nie zrobisz. Taki lajf. Ściskam i pozdrawiam :* 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz