wtorek, 25 września 2012

Up-to-date

Witam, witam,
nadal żyję, mam się (już) nieźle (już, bo byłam trochę chora, gorączki, katary, te sprawy, pogoda sprzyja takim wspaniałościom, więc nic dziwnego, ale nie ma się co martwić, jestem już prawie całkiem zdrowa, chodzę do szkoły i jest okejka), za mną pierwsze prawdziwe wykłady w Aberdeen, nadal utrzymuję, że jestem niezmiernie zakochana w panu wykładającym socjologię, dzisiaj siedziałam przez godzinę z wielkim uśmiechem na twarzy, coś niebywałego. Reszta wykładów/wykładowców też póki co jest w porządku, wszystko wydaje się ciekawe i przystępnie podane, więc nie ma na co narzekać.
Pogoda robi się coraz bardziej brytyjska/nadmorska, wiatr wieje bardzo bardzo i słychać go w mieszkaniu i latarnie się trzęsą i ogólnie zabawa na 102.
Ostatnio mamy szansę poczuć się trochę jak w "Nie ma róży bez ognia", codziennie okazuje się, że coś w mieszkaniu się zepsuło lub od początku było spartaczone. I tak odpadło takie coś ze ściany i złamało nam pokrywkę od kosza na śmieci, potem zepsuł się prysznic, znaleźliśmy pleśń na ścianie w kuchni, wentylator w łazience zapchany jest trzystoma tonami kurzu (coś obrzydliwego!), a dziś rano okazało się, że okno w kuchni przecieka (ale udało mi się je lekko naprawić, brawo Jasiu, tak samo jak kibel, który zapchał się popołudniu). Generalnie dużo tutaj polskich akcentów ( i nie chodzi mi konkretnie o Polaków samych w sobie, czy polskie sklepy, chociaż przed tym też nie da się uciec), luki organizacyjno-koncepcyjne, brak informacji, bałagan. Dla mnie to nic nowego, ale moi Niemcy trochę wariują i nie mogą się w tym wszystkim połapać czasami :D
Jeśli chodzi o filmik z karaoke, to chwilowo został usunięty z internetów, ale kiedyś powróci, wtedy Wam podeślę :)
Dużo ostatnio myślałam o różnych rzeczach (póki jeszcze mam na to czas) i generalnie taką mam refleksję, że chyba wszystko jakoś w miarę jest dobrze, że tak naprawdę mam teraz do rozwiązania tylko jeden czasowy i poważny problem (pieniądze <<tutaj wszystko znów sprowadza się do paradoksu z posiadaniem szkockiego konta bankowego, bez niego praktycznie nie istnieję, nie mogę mieć internetu w domu, telefonu ani nawet złożyć wniosku o dofinansowanie mojej edukacji o.O>>, a raczej ich brak) i jedną sprawę, na której rozwiązanie muszę jeszcze poczekać co najmniej do grudnia, ale  tak naprawdę to pewnie do marca, czy cośtam cośtam. Ale ogólnie mam się nieźle i, co najważniejsze, jakoś czuję taki nawet minimalny porządek w główce, a to coś, czego dawno tam nie było :D
To chyba tyle, pozdrawiam, ściskam, te sprawy.
P.S Załączam zdjęcie z pikniku RauWolf Clanu, czyli stoważyszenia wilbicieli ciastek, kawy, herbaty i goraczej czekolady, do którego być może wkrótce się zapiszę (jak będę miała forsę), a póki co, z którym tylko sympatyzuję. Na zdjęciu obok mnie moi współlokatorzy, dziewczyna w niebieskim to prezydent samorządu uniwersyteckiego, a chłopak obok niej to prezydent klanu :) 


1 komentarz:

  1. W takim razie bardzo swojsko, u nas też pogoda powoli zaczyna się paprac, a pies idiota błoto do domu wnosi <3
    A z włóczki na twoją czapkę właśnie robię sobie sweterek, pozdro!

    I chryste, Kobi w spodniach, to naprawdę musi byc paskudnie :D

    OdpowiedzUsuń