niedziela, 23 października 2011

cośtamcośtam

KOLEJNY tydzień się kończy, tym razem bardzo pracowity, głównie ze względu na urodziny małego człowieka wspomniane w środę. W sobotę mieliśmy przyjęcie, było dużo dzieci (w tym dwa mini potwory) oraz trochę dorosłych również. Upiekłyśmy z Jai tort (taki jak piecze moja Babcia, no wiecie, słynny tort na Wasze urodziny) i wszystkim (podobno :P) smakował, w każdym razie dostałyśmy dużo komplementów, najfajnieszy był chyba od małego Romain'a - zawsze to coś innego usłyszeć pochwały od sześciolatka, wtedy na pewno wie się, że są szczere. Zresztą generalnie mam słabość do tego chłopca, wygląda jak taki typowy mały rozrabiaka, haha. 
Dzieci wynalazły gdzieś ohydne przeziębienie, które OCZYWIŚCIE już od nich podłapałam, ale otrzymałam znów kilogramy miłości i olejową kurację do włosów (och, chcielibyście mnie zobaczyć, można się zakochać trochę..., ale tylko trochę) i nawet masaż moich biednych pleców,w których czai się całe zło tego świata, konkretniej myślę, że tym razem czai się ono w płucach, ale masaż od przyjaciółki zawsze jest dobry ;), więc nie jest źle, mam nadzieję jutro obudzić się w olimpijskiej formie by stawić czoła kolejnemu tygodniowi oraz dwóm imprezom w długi weekend (!!!). 
Mmm, poza tym odpowiadając na komentarz Kuby - barszcz był już jakiś czas temu i bardzo im smakował, polską kiełbasę uwielbiają, a krokiety były dla nich kompletnym zaskoczeniem, ale też im przypadły do gustu.
I na koniec coś z kwejka, co dla odmiany nie jest kwejkowym gównem i co w jakiś tam sposób wyraża to, co czuję jak z Wami gadam albo o Was myślę. I fuck, Kasia i Olga, zazdroszczę sto milionów wizyty w Tunelu i spotkania MOJEGO pana Barmana, haha. Jak przyjadę znów będe musiała go pocałować, może nawet pojawi się niejaki Pantera jako wisienka na torcie! :D
BUZI BUZI BUZI

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz