czwartek, 13 października 2011

wesoły dzień

Dzisiaj miałam dobry dzień, więc postanowiłam się z Wami tym podzielić. Czwartek to jedyny dzień, kiedy dziadkowie biorą do siebie całą trójkę naszych wspaniałych dzieci, co oznacza, że ja i Jai możemy oszaleć i porobić różne głupie rzeczy albo po prostu leżeć cały dzień na kanapie i oglądać głupie filmy. Dziś wybrałyśmy pierwszą opcję, m-w do 14 obijałyśmy się po domu robiąć różne pożyteczne rzeczy (Jai skracała spodnie, a ja tańczyłam 'balet'), a później pojechałyśmy na wielką wyprawę do polskiego sklepu. Pierwszy na liście  był zamknięty :), ale drugi już nie. Obsługa jak w Misiu, czyli mogłam poczuć się jak w domu, sprzedawczyni gadała cały czas przez telefon i była niemiła jak prawdziwa bufetowa baba. Kupiłyśmy bardzo dużo fajnych rzeczy takich jak kiełbasa, szynka, serek wiejski, pierogi, krokiety, ŚLEDZIE W ŚMIETANIE, PIWO ŁOMŻA MIODOWA, oscypki, BARSZCZ INSTANT i ogórki kiszone. Może być zabawnie :D Potem jeszcze pojeździłyśmy po róznych sklepach i udało mi się nabyć nowe buty, w których jestem strasznie zakochana (nie pokażę na zdjęciu, gdyż aparat odmówił posługi jakiś tydzień temu). 
Poza tym podjęłam wreszcie decyzję, na jakie studia składam papiery, wysłałam to już do pani doktor, która pisze moje referencje, więc nie ma odwrotu poniekąd.  Tak to wygląda:
*The University of Aberdeen
-Film & Visual Culture and Sociology
-Hispanic Studies and Sociology
*Robert Gordon University
- Applied Social Sciences

*The University of Stirling 
-Film & Media and Sociology
-Sociology and Spanish 

Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Teraz pozostało mi napisanie 'personal statement', czyli czegoś jak list motywacyjny oraz ew. dostarczanie info pani doktor  do moich referencji.  Później będę musiała zapłacić, a później pozostaje już tylko trzymać kciuki! 
Przesyłam Wam dziś dużo uśmiechów i pozytywnej energii, jesień została lekko odepchnięta na bok przez dobrą zabawę i miło spędzony czas. Poraz kolejny przekonałam się jak bardzo kocham ludzi tutaj i jak bardzo lubię tutaj być. A wieczór został uwieńczony tequilą sunrise. Czego chcieć więcej?  

1 komentarz:

  1. propos ciekawych ekspedientów - ostatnio byłyśmy z Agatą w jakiejś knajpie przy metrze Ursynów. zamawiam piwo, facet nalewa i rozmawia przez telefon jednocześnie.
    - mamo? no, dobrze, kupię te ziemniaki. tu obok jest nocny, można kubić ziemniaki w nocnym. no, mamo, cośtam, blablablablabla.
    koniec rozmowy (a o ziemniakach to autentyk), facet już prawie skończył nalewać pierwsze piwo i nagle zwraca się do mnie:
    - to miało być Królewskie?
    - nie.
    - a, to dobrze.
    (telefon znów dzwoni.)
    - gdzie jestem? noo w pracy jestem. piwo nalewam. nie, nie mogę wyjść. no, mama dzwoniła. co? no, moja mama dzwoniła. ale czekaj, bo wiesz, piwo nalewam.
    (zakrywa słuchawkę i znowu zwraca się do mnie)
    - to miało być z sokiem?
    - nie.
    - a, to dobrze.

    (już pomijam, że w tle leciał jakiś program o przemycie dzieci w autokarze.)

    (a w ogóle to mi smutno, nie powinnam się tak emocjonalnie angażować w seriale. :P)

    OdpowiedzUsuń