piątek, 10 maja 2013

MAJ

Zakończyłam pierwszy rok studiów w Aberdeen! Została mi jeszcze sesja w dn. 20-31 maja i mam wakacje. Teraz pozostaje mi się przyłożyć do nauki, jako że pilna ze mnie studentka i zdobyć znów przyjemne oceny, a potem czekać na Mglejmanna i rozpoczynać nowe życie (niestety nie do końca pełną parą, raczej nie będzie nas stać od razu na wynajęcie mieszkania, więc przez wakacje raczej będziemy musieli zadowolić się pokojem, ale poteeem, potem to już będzie więcej niż ekstra, bo do ekstra wystarczy, żebyśmy byli po prostu razem).


Już chyba prawie na pewno dostałam pracę w klubie golfowym, o tym: KLIK, w środę i dzisiaj pracowałam dzielnie, jutro też idę, więc chyba zostanę przyjęta na stałe, byłoby dobrze, nie powiem, że nie. Dość przyjemna to robota tam, niezbyt straszna, nie za dużo kontaktu z ludźmi, bo mimo iż jestem kelnerką większość czasu spędzam w kuchni i przygotowuje kanapki, burgery itp, a potem je zanoszę (nie zbieram cholernych zamówień i nie zajmuję się pićkiem). Poza tym obsługuję też zmywak, więc jest co robić. Zmiany są krótkie, dostaję lancz, który sama sobie mogę zrobić, więc nie ma problemu, że coś mi nie smakuje, no i ogólnie póki co mimo wielkich stresów, bo wiadomo- socjopatia- jakoś ogarniam i przyznam, że nawet mi się podoba. Być może w czerwcu postaram się poszukać drugiej pracy, żeby wyrabiać więcej godzin i zarabiać grubsze miliony, tak żebyśmy od września lub października mogli zacząć żyć jak prawdziwe państwo, no i może udałoby się skoczyć gdzieś na jakiś weekend (Belfast? :)). Praca bardzo męcząca, więc oczywiście trzeba sobie wynagrodzić ją, no i kończę już ten temat, bo jak wiadomo "po robocie nie gadamy o robocie" ew "Nikt dnia im wspomnieć się nie waży. Ni pracy, praca chamski sport"

cydr gruszkowy i podomka są dobre na wszystko

Miałam załączyć zdjęcia ze ślubu, ale niestety zdaje się, że aparat omijał mnie bardzo dokładnie, czasami widać gdzieś moje nogi albo łokieć, ale jak już coś, to widać Mgleja (mrr). Mamy tylko jedno zdjęcie wspólne póki co, z kościoła, więc jak wieśniaki jesteśmy w swetrach, no ale i tak się podzielę, macie, cieszcie się naszym pięknem i przerażonymi minami (kazano nam stać w pierwszym rzędzie, dacie wiarę?). Tzn w sumie nie było strasznie, ja to się nawet trochę wzruszyłam, no ale miny takie trochę niewyjściowe. 



Dorzucam za to foto z pikniku na kampusie moje uniwersytetu, żeby pokazać Wam, że tutaj też jest niezła pogoda:

na foto Amanda z Hiszpanii, Andrew i ja

A na koniec randomowe zdjęcie z ratowania sziszy wczoraj w nocy:
tutaj moje łapki, Nikol z Bułgarii i Adrija z Litwy

That's all, folks! (tuturutututututu tutututu tutuuuuuuuu)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz