Czytelnicy (o ile jeszcze takowi istnieją),
byłam na tydzień w Polsce, znalazłam super tanie bilety (oczywiście połączone z drogą przez mękę, wymienię tylko 3 godziny oczekiwania na autobus na dworze w totalnym zimnie na dworcu w Glasgow), więc pomyślałam, że pora odwiedzić Mateusza i resztę Was, misie kolorowe. Przepraszam, że nie do wszystkich się odezwałam, ale po pierwsze to była wielka niespodzianka(!), a po drugie to miałam trochę rzeczy do pozałatwiania i dużo chaosu wkradło się w cały ten mój pobyt w Kielczech. No, a teraz jestem z powrotem w Aberdeen, modlę się o to, żeby nie okazało się, że moje szalone podróżowanie przyniosło mi choróbsko (ziiiiiiimnooo), no i przygotowuję się psychicznie na powrót do nauki, braku Was, braku Tunelu ;) i oczekiwanie kolejne półtorej miesiąca na spotkanie ze znanym żydowskim performerem, MM. Lekko nie jest, wiadomo, że pierwsze dni po zmianie, rozstaniu, cośtam, są zawsze najstraszniejsze, więc zaciskam zęby i już myślę o tym, jak to się będę znowu uczyć od rana do nocy, no i przy okazji szukać pracy, może wreszcie się coś znajdzie, bo przecież bieda na kółkach, płacz i zgrzytanie zębów.
Obejrzałam wreszcie „W drodze”, no i nawet nie ma tragedii, myślałam, że gorzej to zrobią, a przyznam, że nawet miło się oglądało. Nie wywołuje takich emocji jak książka i nie porywa, no ale nie można tego oczekiwać, myślę, że to chyba niemożliwe. Zabawne, że będąc w Warszawie już widziałam nowe wydanie książki, oczywiście opatrzone obrazkami z filmu,. Może niedługo Kerouac zrobi się modny i moi koledzy i ja będziemy mogli być prawdziwymi hipsterami? Olaboga.
Co poza tym? Nic, zimno i pada, ale mam już nowy obuw bez dziury, więc łatwiej to znieść. Tęskno trochę bardziej niż zwykle, bo wspomnienia takie świeże, ciągle mam Was wszystkich przed oczami i wydaje mi się, że przecież zaraz pójdziemy do Komi, tak bardzo bym chciała. Naprawdę czasami myślę, że mogłabym spędzić całe życie po prostu siedząc z Wami i rozmawiając. Paląc i popijając piwko piweczko, jedząc dobre jedzenie, grając w karty, pisząc Katrinie na kartce różne rzeczy, kiedy ona pisze inne dla mnie, słuchając o filmach i książkach, przygodach, muzyce, niczym. Potem przypominam sobie, że nie mam pieniędzy, więc chociaż ambicje by się przydały. Życie to cholerny żartowniś, co nie?
byłam na tydzień w Polsce, znalazłam super tanie bilety (oczywiście połączone z drogą przez mękę, wymienię tylko 3 godziny oczekiwania na autobus na dworze w totalnym zimnie na dworcu w Glasgow), więc pomyślałam, że pora odwiedzić Mateusza i resztę Was, misie kolorowe. Przepraszam, że nie do wszystkich się odezwałam, ale po pierwsze to była wielka niespodzianka(!), a po drugie to miałam trochę rzeczy do pozałatwiania i dużo chaosu wkradło się w cały ten mój pobyt w Kielczech. No, a teraz jestem z powrotem w Aberdeen, modlę się o to, żeby nie okazało się, że moje szalone podróżowanie przyniosło mi choróbsko (ziiiiiiimnooo), no i przygotowuję się psychicznie na powrót do nauki, braku Was, braku Tunelu ;) i oczekiwanie kolejne półtorej miesiąca na spotkanie ze znanym żydowskim performerem, MM. Lekko nie jest, wiadomo, że pierwsze dni po zmianie, rozstaniu, cośtam, są zawsze najstraszniejsze, więc zaciskam zęby i już myślę o tym, jak to się będę znowu uczyć od rana do nocy, no i przy okazji szukać pracy, może wreszcie się coś znajdzie, bo przecież bieda na kółkach, płacz i zgrzytanie zębów.
Obejrzałam wreszcie „W drodze”, no i nawet nie ma tragedii, myślałam, że gorzej to zrobią, a przyznam, że nawet miło się oglądało. Nie wywołuje takich emocji jak książka i nie porywa, no ale nie można tego oczekiwać, myślę, że to chyba niemożliwe. Zabawne, że będąc w Warszawie już widziałam nowe wydanie książki, oczywiście opatrzone obrazkami z filmu,. Może niedługo Kerouac zrobi się modny i moi koledzy i ja będziemy mogli być prawdziwymi hipsterami? Olaboga.
Co poza tym? Nic, zimno i pada, ale mam już nowy obuw bez dziury, więc łatwiej to znieść. Tęskno trochę bardziej niż zwykle, bo wspomnienia takie świeże, ciągle mam Was wszystkich przed oczami i wydaje mi się, że przecież zaraz pójdziemy do Komi, tak bardzo bym chciała. Naprawdę czasami myślę, że mogłabym spędzić całe życie po prostu siedząc z Wami i rozmawiając. Paląc i popijając piwko piweczko, jedząc dobre jedzenie, grając w karty, pisząc Katrinie na kartce różne rzeczy, kiedy ona pisze inne dla mnie, słuchając o filmach i książkach, przygodach, muzyce, niczym. Potem przypominam sobie, że nie mam pieniędzy, więc chociaż ambicje by się przydały. Życie to cholerny żartowniś, co nie?
życie to żartowniś ,pisałam Basia do Ciebie mam nadzieję że wszystko ok? buziaki Kobza-wierna fanka i wierna czytelniczka!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńTak, tak, nie miałam za bardzo czasu na nic.
OdpowiedzUsuń