poniedziałek, 12 listopada 2012

bez nazwy


Czytelnicy (o ile jeszcze takowi istnieją),
byłam na tydzień w Polsce, znalazłam super tanie bilety (oczywiście połączone z drogą przez mękę, wymienię tylko 3 godziny oczekiwania na autobus na dworze w totalnym zimnie na dworcu w Glasgow), więc pomyślałam, że pora odwiedzić Mateusza i resztę Was, misie kolorowe. Przepraszam, że nie do wszystkich się odezwałam, ale po pierwsze to była wielka niespodzianka(!), a po drugie to miałam trochę rzeczy do pozałatwiania i dużo chaosu wkradło się w cały ten mój pobyt w Kielczech. No, a teraz jestem z powrotem w Aberdeen, modlę się o to, żeby nie okazało się, że moje szalone podróżowanie przyniosło mi choróbsko (ziiiiiiimnooo), no i przygotowuję się psychicznie na powrót do nauki, braku Was, braku Tunelu ;) i oczekiwanie kolejne półtorej miesiąca na spotkanie ze znanym żydowskim performerem, MM. Lekko nie jest, wiadomo, że pierwsze dni po zmianie, rozstaniu,  cośtam, są zawsze najstraszniejsze, więc zaciskam zęby i już myślę o tym, jak to się będę znowu uczyć od rana do nocy, no i przy okazji szukać pracy, może wreszcie się coś znajdzie, bo przecież bieda na kółkach, płacz i zgrzytanie zębów.
Obejrzałam wreszcie „W drodze”, no i nawet nie ma tragedii, myślałam, że gorzej to zrobią, a przyznam, że nawet miło się oglądało. Nie wywołuje takich emocji jak książka i nie porywa, no ale nie można tego oczekiwać, myślę, że to chyba niemożliwe. Zabawne, że będąc w Warszawie już widziałam nowe wydanie książki, oczywiście opatrzone obrazkami z filmu,. Może niedługo Kerouac zrobi się modny i moi koledzy i ja będziemy mogli być prawdziwymi hipsterami? Olaboga.
Co poza tym? Nic, zimno i pada, ale mam już nowy obuw bez dziury, więc łatwiej to znieść.  Tęskno trochę bardziej niż zwykle, bo wspomnienia takie świeże, ciągle mam Was wszystkich przed oczami i wydaje mi się, że przecież zaraz pójdziemy do Komi, tak bardzo bym chciała. Naprawdę czasami myślę, że mogłabym spędzić całe życie po prostu siedząc z Wami i rozmawiając. Paląc i popijając piwko piweczko, jedząc dobre jedzenie, grając w karty, pisząc Katrinie na kartce różne rzeczy, kiedy ona pisze inne dla mnie, słuchając o filmach i książkach, przygodach, muzyce, niczym. Potem przypominam sobie, że nie mam pieniędzy, więc chociaż ambicje by się przydały. Życie to cholerny żartowniś, co nie?
 

2 komentarze:

  1. Anonimowy13/11/12

    życie to żartowniś ,pisałam Basia do Ciebie mam nadzieję że wszystko ok? buziaki Kobza-wierna fanka i wierna czytelniczka!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, tak, nie miałam za bardzo czasu na nic.

    OdpowiedzUsuń