Wczorajsze party się udało. Nie przyszedł nikt z osób, które ja zaprosiłam, pod
koniec, kiedy szłam już spać poczułam się z tego powodu wyjątkowo chujowo i
samotnie, ale podczas imprezy bawiłam się całkiem fajnie, wygrałam nawet jedną
partyjkę alkochińczyka i wypiłam kubek
zwycięzcy (zlewki wszystkich trunków, czyli w tym wypadku piwo, cydr i wódka z
dr Peppersem) i grałam dalej, czasami udaje mi się być niezłym zawodnikiem.
Nasi goście to Alex i Filip ze Słowacji, Max z Niemiec i Petr z Czech (niestety
nie Petr Czech, suchar Hohoho), czyli typowy skład w Aberdeen, zawsze kiedy
jedzie się gdzieś daleko spotyka się ludzi z państw sąsiadujących. Przynajmniej
nie było żadnych Poljaków. Filip przypomniał mi o idealizmie i o różnych wyobrażeniach
dotyczących świata, chęci ucieczki od kieratu etc. Chce rzucić studia i jechać
na Florydę, podobno ma tam pracę w wytwórni. Ciekawe. Poczułam się staro
myśląc, że to co on mówi jest naiwne i w jakiś sposób w tym samym czasie mu
zazdroszcząc. Ale przecież ja już raz rzuciłam studia, już raz pojechałam na
Florydę, przecież na mojej Florydzie jest fajnie, więc i jemu się uda. Tylko
czy jest fajnie? Czy kiedykolwiek będzie? Gdziekolwiek? Za czym tęsknimy, czego
szukamy, po co to wszystko? Nie wiem. Za dużo czasu na przemyślenia. Tak
naprawdę to wcale nie, mogłabym się zająć czytaniem tego, co powinnam
przeczytać albo odrabianiem pracy domowej na hiszpański. Ale każda niedziela,
jak i środa lub piątek, każde popołudnie, tak samo jak środek nocy i poranek i
każdy deszcz i promień słońca, kiedy
jestem sama albo w towarzystwie, każda piosenka i każdy film składnia mnie do
rozmyślań, osnuwa chwilę melancholią, barwi ją na szaro lub beżowo, stawia
cholerny wazon z chryzantemami na fortepianie ( i nie podlewa ich, kurwa, nikt)
i trzeba trzeba trzeba marzyć, myśleć, dywagować, tęsknić, brnąć w to samo
bagno dzisiaj i jutro i trzy tygodnie temu, i nie wiem, nie wiem, nie wiem, przecież się nie dowiem, ale muszę szukać, próbować, to zjada mój
czas, mnie, gryzie gdzieś w środku, a przecież nic z tego nie wynika, więc po
co nam myśli? Po co dusza? Po co serce? Przecież prościej by było, gdybyśmy
mogli jak maszyny mechanicznie jeść, pić, pracować, spać, oddychać. Wszystko
czarne lub białe, zero melancholijnej głębi czerwonego wina lub szarości
papierosowego dymu. Brak uniesień i spadków, całe życie po prostu fajne, a nie
tragiczne lub wspaniałe, jak na pieprzonej sinusoidzie. Po co paleta barw z emocjami? Po co wybory, decyzje, konsekwencje? Tak
prosto byłoby żyć w tradycyjnym społeczeństwie, cykliczne pojęcie czasu,
fatalizm, to wspaniałe przekonanie o braku wpływu na własny los. Ale jednak
jest XXI wiek, wyjechałam na moją Florydę i muszę walczyć o to, żeby słońce
świeciło dla mnie każdego dnia, a serce na jego widok nie płakało tylko
odpowiadało tym samym blaskiem, czego i Wam życzę.
Załączam zdjęcie ze śniadania mistrzów w towarzystwie Gaela Garcii Bernala i
Diego Luny.
I kolejne, gdzie chwalę się porządkiem w moim pokoju. Coś pięknego, ale w każdą niedzielę (czasami częściej), pomieszczenie zamienia się w krainę czystości. Na kilka godzin. Ale i tak jestem w mieszkaniu nazywania "good housewife",dzieciom smakuje moje jedzenie i podoba im się, że wynoszę śmieci i zmywam i generalnie mówią, że jestem czyściochem. Dacie wiarę?!
I na koniec jeszcze jedno zrobione dzisiaj o 15, profesjonalne zdjęcie tęczy, widok z okna w salonie.
PS Szwaby załatwiły internety i mamy być podłączeni za jakiś miesiąc. Wtedy mam
nadzieję zacząć odpisywać na Wasze wiadomości i udzielać się trochę bardziej,
ale sama nie wiem, ostatnio zauważyłam jak bardzo wkurza mnie klikanie moich
myśli w fejsbukowe wiadomości, napisałam nawet list do pewnego przystojniaka z
Białegostoku z tej okazji. Nie ma lekko.
1. W życiu nie spotkałam za granicą nikogo ze Słowacji! Nie wiem jakim cudem Tobie udało się dorwać, aż 2 takie osoby. ;)
OdpowiedzUsuń2. Serce Ci służy to tego, żebyś miała krążenie, a co za tym idzie - żyła. :*
3. Gael! <3
Ech, nei, nei, żeby wszystko było takie proste jak układ krążenia :)
OdpowiedzUsuńA co do Słowaków, jestem magiczką i tyle :D
a nie jest? :(
OdpowiedzUsuńja właśnie widzę! jesteś niesamowita. ;*
Nie jest, nie jest, ale może kiedyś będzie :D
OdpowiedzUsuńTzn. tak właściwie pomyślałam sobie, że układ krążenia jest bardzo skomplikowany.
OdpowiedzUsuń