niedziela, 14 października 2012

prawda rządzi, ale jej nie ma


Wczorajsze party się udało. Nie przyszedł nikt z osób, które ja zaprosiłam, pod koniec, kiedy szłam już spać poczułam się z tego powodu wyjątkowo chujowo i samotnie, ale podczas imprezy bawiłam się całkiem fajnie, wygrałam nawet jedną partyjkę alkochińczyka i  wypiłam kubek zwycięzcy (zlewki wszystkich trunków, czyli w tym wypadku piwo, cydr i wódka z dr Peppersem) i grałam dalej, czasami udaje mi się być niezłym zawodnikiem. Nasi goście to Alex i Filip ze Słowacji, Max z Niemiec i Petr z Czech (niestety nie Petr Czech, suchar Hohoho), czyli typowy skład w Aberdeen, zawsze kiedy jedzie się gdzieś daleko spotyka się ludzi z państw sąsiadujących. Przynajmniej nie było żadnych Poljaków. Filip przypomniał mi o idealizmie i o różnych wyobrażeniach dotyczących świata, chęci ucieczki od kieratu etc. Chce rzucić studia i jechać na Florydę, podobno ma tam pracę w wytwórni. Ciekawe. Poczułam się staro myśląc, że to co on mówi jest naiwne i w jakiś sposób w tym samym czasie mu zazdroszcząc. Ale przecież ja już raz rzuciłam studia, już raz pojechałam na Florydę, przecież na mojej Florydzie jest fajnie, więc i jemu się uda. Tylko czy jest fajnie? Czy kiedykolwiek będzie? Gdziekolwiek? Za czym tęsknimy, czego szukamy, po co to wszystko? Nie wiem. Za dużo czasu na przemyślenia. Tak naprawdę to wcale nie, mogłabym się zająć czytaniem tego, co powinnam przeczytać albo odrabianiem pracy domowej na hiszpański. Ale każda niedziela, jak i środa lub piątek, każde popołudnie, tak samo jak środek nocy i poranek i każdy deszcz i promień słońca,  kiedy jestem sama albo w towarzystwie, każda piosenka i każdy film składnia mnie do rozmyślań, osnuwa chwilę melancholią, barwi ją na szaro lub beżowo, stawia cholerny wazon z chryzantemami na fortepianie ( i nie podlewa ich, kurwa, nikt) i trzeba trzeba trzeba marzyć, myśleć, dywagować, tęsknić, brnąć w to samo bagno dzisiaj i jutro i trzy tygodnie temu, i nie wiem, nie wiem, nie wiem,  przecież się nie dowiem, ale muszę szukać, próbować, to zjada mój czas, mnie, gryzie gdzieś w środku, a przecież nic z tego nie wynika, więc po co nam myśli? Po co dusza? Po co serce? Przecież prościej by było, gdybyśmy mogli jak maszyny mechanicznie jeść, pić, pracować, spać, oddychać. Wszystko czarne lub białe, zero melancholijnej głębi czerwonego wina lub szarości papierosowego dymu. Brak uniesień i spadków, całe życie po prostu fajne, a nie tragiczne lub wspaniałe, jak na pieprzonej sinusoidzie.  Po co paleta barw z emocjami?  Po co wybory, decyzje, konsekwencje? Tak prosto byłoby żyć w tradycyjnym społeczeństwie, cykliczne pojęcie czasu, fatalizm, to wspaniałe przekonanie o braku wpływu na własny los. Ale jednak jest XXI wiek, wyjechałam na moją Florydę i muszę walczyć o to, żeby słońce świeciło dla mnie każdego dnia, a serce na jego widok nie płakało tylko odpowiadało tym samym blaskiem, czego i Wam życzę. 



Załączam zdjęcie ze śniadania mistrzów w towarzystwie Gaela Garcii Bernala i Diego Luny.



I kolejne, gdzie chwalę się porządkiem w moim pokoju. Coś pięknego, ale w każdą niedzielę (czasami częściej), pomieszczenie zamienia się w krainę czystości. Na kilka godzin. Ale i tak jestem w mieszkaniu nazywania "good housewife",dzieciom smakuje moje jedzenie i podoba im się, że wynoszę śmieci i zmywam i generalnie mówią, że jestem czyściochem. Dacie wiarę?!




I na koniec jeszcze jedno zrobione dzisiaj o 15, profesjonalne zdjęcie tęczy, widok z okna w salonie. 





PS Szwaby załatwiły internety i mamy być podłączeni za jakiś miesiąc. Wtedy mam nadzieję zacząć odpisywać na Wasze wiadomości i udzielać się trochę bardziej, ale sama nie wiem, ostatnio zauważyłam jak bardzo wkurza mnie klikanie moich myśli w fejsbukowe wiadomości, napisałam nawet list do pewnego przystojniaka z Białegostoku  z tej okazji. Nie ma lekko. 

5 komentarzy:

  1. 1. W życiu nie spotkałam za granicą nikogo ze Słowacji! Nie wiem jakim cudem Tobie udało się dorwać, aż 2 takie osoby. ;)
    2. Serce Ci służy to tego, żebyś miała krążenie, a co za tym idzie - żyła. :*
    3. Gael! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, nei, nei, żeby wszystko było takie proste jak układ krążenia :)
    A co do Słowaków, jestem magiczką i tyle :D

    OdpowiedzUsuń
  3. a nie jest? :(
    ja właśnie widzę! jesteś niesamowita. ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jest, nie jest, ale może kiedyś będzie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Tzn. tak właściwie pomyślałam sobie, że układ krążenia jest bardzo skomplikowany.

    OdpowiedzUsuń